Posted on

Portret Janusza Palikota – obraz olejny na płótnie

Portret Janusza Palikota obraz olejny Magdalena Walulik

Mój ulubiony obraz – portret Janusza Palikota – obraz olejny na płótnie – jest obrazem nieszczęśliwym. Nieszczęśliwym, bo choć mnie samej jako autorce bardzo się podoba (czego nie mogę powiedzieć o niektórych innych moich obrazach), to dotąd nie znalazł się na niego amator, choć obraz był nawet na wystawie zbiorowej „Zadośćuczynienie” w Zabrzu, gdzie mnie godnie reprezentował.

To chyba przez tego Palikota.

Kilka osób pytało mnie, skąd pomysł, żeby malować portret Janusza Palikota. Dlaczego Palikot, dlaczego Palikot i zebry itd. (bo obraz ma tytuł „Palikot i zebry” i w tle jest las i zebry).

Hm.. takie ładne zebry…

Po jakimś czasie zorientowałam się głupia, że ludzi interesuje głównie osoba polityka, nie sam obraz, i pewnie obraz podoba się osobom lubiącym Janusza Palikota, a nie podoba się osobom nie lubiącym Janusza Palikota, więc nie muszę popadać w czarną rozpacz, że jestem takim beztalenciem.

Pewien pan prowadzący Dom Kultury w małym mieście był nawet oburzony tym obrazem, który jego zdaniem promuje lewackie wartości i jest przykładem kompletnego upadku współczesnej sztuki.

Tego się nie spodziewałam.

Nie przekonał go mój argument, że przecież Janusz Palikot nie wymachuje na obrazie sztucznym penisem. Wprost przeciwnie – jest przedstawiony na tle lasu, który można by nawet nazwać romantycznym.

Chciałam namalować nie portret polityka, lecz portret Janusza Palikota – człowieka, portret Janusza Palikota – poety, chciałam namalować, że się tak wyrażę – Janusza Palikota z ludzką twarzą, mistycznego i lirycznego.

Portret Janusza Palikota powstał w roku 2011, kiedy mój mąż – astrolog – przepowiedział sukces polityczny powstającemu wówczas Ruchowi Palikota i (przyszłej) marszałkini Wandzie Nowickiej. Ruch mi się wtedy podobał, powiało nadzieją. Czuło się potrzebę czegoś nowego. Moją wyobraźnię najbardziej poruszył fakt, że Janusz Palikot to nie tylko polityk, ale przede wszystkim filozof i miłośnik poezji.

Kiedy jeszcze był w Platformie Obywatelskiej i wymachiwał silikonowym penisem, było to dla mnie jak powiew świeżego powietrza w zatęchłej krypcie. Mimo że generalnie takich zachowań nie popieram, to wtedy mnie to nieodparcie śmieszyło, bo w sejmie wszyscy są zawsze sztuczni i śmiertelnie poważni i nigdy nie mówią tego co naprawdę myślą.

A podobno ulubionym poetą pana Palikota jest Bolesław Leśmian. Więc wyszedł mi Janusz Palikot jako pan Błyszczyński z wiersza Leśmiana. No tak, w wierszu nie ma zebr, to prawda, ale … są magiczne lasy i ogrody, zmory i urojenia … więc dlaczego nie mogą być zebry? Zebry to w Polsce zwierzęta egzotyczne, nie tak swojskie jak koń czy krowa. Konia w paski nie uświadczysz na polskiej wsi. Palikot też był egzotyczny w polskim sejmie. Jakieś zjawisko nieznane, jak z innej planety.

A tutaj można kupić: portret olejny Janusza Palikota

Pan Błyszczyński” Leśmiana:

Ogród pana Błyszczyńskiego zielenieje na wymroczu,
Gdzie się cud rozrasta w zgrozę i bezprawie.
Sam go wywiódł z nicości błyszczydłami swych oczu
I utrwalił na podśnionej drzewom trawie.

Kiedy zmory są zajęte przyśpieszonym zmorowaniem
Między mgłą a niebem, między mgłą a wodą –
Zielna zjawa swe dłonie zbezcieleśnia ze łkaniem
Nad paprocią – nad pokrzywą – nad lebiodą.

W takiej chwili Bóg przelatał, pełen wspomnień wiekuistych,
Ścieżką podobłoczną – właśnie, że tułaczą –
I przystanął na zbiegu dwojga tęsknot gwiaździstych,
Gdzie się widma migotliwie bylejaczą.

Zaszumiało jaworowo, ale chyba wbrew jaworom –
Samym cisz zamętem, samą cisz utratą…
„Kto te szumy narzucił moim dumnym przestworom?
Kto ten ogród roznicestwił tak liściato?…”

Cisza… Nikt nie odpowiada. Płyną chmury i godziny…
Wszelka dal w niebiosach – to dal zagrobowa.
Pan Błyszczyński w świat nagle z trwożnej wyszedł gęstwiny,
Szepnął: „Boże!” – i powiedział takie słowa:

„Był w zaświatach – sen i wicher i zaklętej burzy rozgruch!
Boże, snów spełnionych już mi dziś nie ujmuj !
Jam te drzewa powcielał! To – mój zamysł i odruch…
Moje dziwy… Moje rosy… Dreszcz i znój mój !

Przebacz smutkom i widziadłom, nie znającym rodowodu,
I opacznym kwiatom, com je snuł z niczego…
Moja wina! O, Boże, wejdź do mego ogrodu!
Do ogrodu!… Do – mojego!… Do – mojego!…

Wyznam Tobie całą zwiewność, całą gęstwę mojej wiary
W życie zagrobowe kwiatów i motyli.
Wejdź do mego ogrodu! I cóż z tego, że czary!…
I cóż z tego, że ułuda nikłej chwili!…”

Wszedł w gęstwinę, co szumiała poza życia drogowskazem.
Sami byli teraz. Oko w oko – sami.
Nic do siebie nie rzekli i ciemniejąc, szli razem
Alejami – alejami – alejami!

Ogród śnił się… Tu i ówdzie dąb prześniony zżółkł i powiądł.
Każdy krzew sam w sobie miał zaświata wygląd.
Sporo było w gałęziach – cisz zbłąkanych i sowiąt,
Lecz nie było ani świerszczy, ani szczygląt.

Uciekały się niebiosy pod najdalszych gwiazd obronę.
Miesiąc złotym rogiem chmurę mgliście pobódł.
Trzepotały się w piachu dusze zmarłych, spragnione
Nowych zgonów i pośmiertnych w mroku swobód.

Coś złociście wyspowego w daleczyźnie alej pełga –
Można taką wyspę brwi skinieniem spłoszyć…
Świetlikami za chwilę północ w zieleń się wełga,
Niepokojąc gmatwaninę leśnych poszyć.

Pan Błyszczyński sprawdzał ogród, czy dość czarom jego uległ –
I czy szum i poszum dość jest rzeczywisty –
I czy liszaj na dębie – jadowity brzydulek –
Dość się wgryza w złudną korę i w pień śnisty?…

Badał jeszcze, czy ptak-lilia dość skowrończo w przyszłość śpiewa,
I czy wąż-tulipan wiosny jest oznaką…
I spojrzeniem przymuszał przeciwiące się drzewa,
By do zwykłych podobniały jako-tako…

Drapieżniały zbyt cudacznie zdradnych kwiatów niebywałki,
A gałęziom ciążył złej wieczności nawał.
Pod stopami przechodniów piach niepewny i miałki
Tyleż istniał, ile istnieć zaprzestawał.

Szli, aż doszli tam, gdzie w mrzonce zagęstwionej i niczyjej
Cień dziewczyny jaśniał oczu w dal rozbłystką,
A jej usta i piersi i ramiona i sny jej
Były takie, żeby właśnie kochać wszystko…

Rzęsy miała dosyć złote, by rozwidnić blaskiem rzęs tych
Dno zmyślonych jezior, gdzie mży śmierć zmyślona –
Warkocz łatwo się płoszył, więc skrzydłami fal gęstych
Wciąż uciekał i powracał na ramiona.

Bóg w nią spojrzał, kiedy właśnie wynurzona z mgieł spowicia
Urojone oczy w modre nic rozwarła.
„Kto ją stworzył?” – zapytał. „Nikt, bo przyszła bez życia
I bez śmierci, więc nie żyła i nie zmarła…

Próżno szukam w jej warkoczu źdźbeł istnienia, snu okruszyn,
Próżno chcę ugłaskać pozłocisty kędzierz!
Tak mnie wzrusza ten niebyt, cudny niebyt dziewuszyn!…
Bądź miłościw niebytowi… Wiem, że będziesz…

Wyłoniłem z mroku ogród, oderwany od przyczyny,
Rozkwieciłem próżnię, namnożyłem ścieżek –
I już wszystko rozumiem, prócz tej jednej dziewczyny,
Prócz tej jednej, którą kocham!” Bóg nic nie rzekł.

„Znam usilność rzeczy sennych i znużenie rzeczy martwych.
Ogród mój chwilami wolałby – bezlistnieć…
Boże, nie skąp w obłokach błogosławieństw i kar Twych
Tym, co wiedzą, że ich nie ma – a chcą istnieć!

W Twych przestworach coś się stało… Mgła o cud się dopomina…
Z tamtej strony świata modlą się zawieje.
I w tych strasznych bezczasach taka nagła dziewczyna
Tak niebacznie poza życiem – cieleśnieje!

Zbliż się do niej, ciemny jarze! Zbliż się do niej, modra strugo !
Czemuż pies mój wyje na jej czar cichutki?
Może zimne jej usta są ostatnią posługą
Dla tych właśnie, którzy wierzą tylko w smutki.

Znam niedolę wniebowstąpień! Znam wskrzeszonych ust niedolę!
I płacz wśród zieleni… I zgon sierociński…
I to wszystko mnie boli!… Ja – sam siebie tak bolę!” –
Wołał w bezmiar i ku Bogu pan Błyszczyński.

Ale Boga już nie było… Pustka padła wzdłuż na kwiaty.
Widma drzew szeptały: „Zmiłuj się nad nami!” –
Błogosławiąc snom wszelkim, leciał w dalsze wszechświaty
Powietrzami, wstrząsanymi powietrzami.

Pewno widać było z nieba, że świat mija i przeminie,
I że snom przyświeca – woda na kamieniu…
Pan Błyszczyński zaszeptał w usta niemej dziewczynie
„Błędny cieniu., marny cieniu, cudny cieniu!

Zabłękitnij – odbłękitnij… I mów wszystko i nie domów!…
Czy tu jest ów wszechświat, gdzieś zgubiła siebie?
Może ci się należy wpośród innych ogromów
Inna zieleń – inna nicość – w innym niebie.

Nie zaczęłaś dotąd istnieć w żadnym półśnie, w żadnym grobie,
Dotąd stóp twych śladu nie stwierdziły kwiaty –
Podczas twego niebytu zakochałem się w tobie,
Naraziłem mroczne ciało na zaświaty!

Czy mam z tobą iść w głąb żalu, czy w tę inną głąb doliny,
Nim świat zginie śmiercią, niebem malowaną?…
I jak dążyć do ciebie – do niebyłej dziewczyny –
Ty – mgło moja, usta drogie, złota piano!…

Oto resztki mych przeznaczeń: noc niedobra i dzień sępny –
Oto – popłoch czarów, gdy je miłość zrani!
Od nicości do ust twych – ledwo jeden krok wstępny,
Od otchłani poprzez dreszcze – do otchłani!

Śni się liściom – nieskończoność. śni się wiosłom – dno i łódka.
Odtrącone zorze raz na zawsze bledną…
Czy śmierć w nic nas rozśmieje, czy nas z nowych łez utka –
Wszystko jedno, tchu ostatni, wszystko jedno!

Noc zabije nas nie mieczem, lecz jaśminem i konwalią –
I zaciszem mogił – i oddechem sadu!
Prędzej pochwyć treść nocy i ucałuj i spal ją,
Żeby po niej nie zostało ani śladu!

Wszystkim widmom chce się zginąć takim nagłym wielozgonem,
Żeby brak ich we śnie – był dla jawy ulgą.
A mój upiór śpi w jarze – na wybrzeżu zielonem,
Gdy go znajdziesz, pusty cieniu – zbudź i tul go!

Tam – wysoko i najwyżej – między niebem a nadrzewiem
Włóczy się srebrnawo – cisza i znikomość.
Tak o tobie nic nie wiem, tak cudownie nic nie wiem,
Że miłością jest ta moja – niewiadomość!”

Umilkł nagle pan Błyszczyński i popatrzył w dal niecałą,
Świateł i przeznaczeń było coraz więcej.
A on kochał ją w usta, kochał w stopy, w pierś białą –
I minęło różnych czasów sto tysięcy!

Ramionami ją ogarniał, a ustami doogarniał,
Oczom z gwiazd przyrzucał patrzącego złota,
Lecz cień w jego objęciach wciąż samotniał i marniał
I nie wiedział, że to – miłość i pieszczota.

Noc z roziskrzeń, wróżb i mgławic promienisty splotła batog,
Żeby nim biczować nie dość chętne groby,
A w księżycu się jarzył wykres cieśnin i zatok,
Gdzie nic nie ma, prócz oddali i żałoby.

Mrok zaskomlał w pustym dębie, zagwizdała nicość w klonie,
I rozbłysla w księżyc – śmierć i pajęczyna…
Pan Błyszczyński zrozumiał i załamał swe dłonie
I pomyślał: „W nic rozwieje się dziewczyna!” –

W nic rozwiała się dziewczyna i jej czar, poczęty w niebie,
I pierś, zakończona różową soczystką.
I rozpadło się ciało na żal straszny do siebie
I niewiedzę o tym żalu !… I to – wszystko…

Nie umarła, lecz umarło jej odbicie w jezior wodzie.
Już się kończył zaświat… Ustał cud dziewczyński…
O, wieczności, wieczności, i ty byłaś w ogrodzie!
I był blady, bardzo blady pan Błyszczyński.

A tu dla odmiany inny portret olejny: portret Jakuba Boehme

Posted on

Wystawa Zadośćuczynienie Zabrze 2014

Ludki z okolic Zabrza – przyjdźcie na wystawę sztuki współczesnej pt. „Zadośćuczynienie”.

To już trzecia z kolei wystawa z tryptyku wystaw organizowanego przez zabrzańskiego artystę plastyka Witolda Berusa. Tym razem w Miejskim Ośrodku Kultury w Zabrzu. Przedtem było „Wskrzeszenie” i „Niepohamowanie” (przegląd sztuki erotycznej). Obrazy wystawia ponad 80 artystów. Pierwszy wernisaż, w Zabrzu, był w ubiegłym tygodniu 18 października. Od 27 listopada obrazy będzie można oglądać w Warszawie. Drugi, warszawski wernisaż odbędzie się 27 listopada 2014 o godz. 19 w Centrum Sztuki Kartonovnia przy ul. Hożej 51. Wystawa będzie czynna do 11 grudnia 2014r. Więcej o wystawach można poczytać na portalu Art Imperium.

Wystawa Zadośćuczynienie Zabrze na youtubie:

Mój obraz prezentowany na zabrzańskiej wystawie:

wystawa Zadośćuczynienie Zabrze

Posted on

Obraz akrylowy do dekoracji ściany w stylu Elle

obraz akrylowy na płótnie do dekoracji ściany abstrakcyjny

Trochę sobie zaszalałam na szaro, żeby odpocząć od koloru. Prosty, minimalistyczny obraz akrylowy do dekoracji ściany.

Minimalizm na obrazach cechuje ascetyczna forma i pedantyczna precyzja wykonania, co daje podobno duże pole do interpretacji widza. Proste kształty geometryczne tworzą zwykle schematyczną kompozycję.

Kiedy przeglądałam „Elle” moją uwagę przykuły magnetyczne panele ścienne – szare szare szare. No pasują idealnie na obraz akrylowy w stylu minimalistycznym. Mają proste kształy geometryczne. Schematyczną kompozycję mają? Mają. Jak nic będzie minimalizm.

I mają bardzo ciekawy wzór kafelków, przemyślany, intrygujący.

obraz akrylowy na płótnie do dekoracji ściany, minimalizm

Na początku mąciło mi się w głowie od tych kafelków, musiałam je sobie ponumerować, według jakiego klucza je malować. Kiedy jasno szary, gdzie ciemniejszy, gdzie średni i które jak się powtarzają.

Jest to obraz akrylowy, bo oczywiście farbą olejną w życiu bym czegoś takiego nie namalowała.

Leżała w szufladzie rolka taśmy maskującej dla plastyków i postanowiłam wreszcie jej użyć.

Taśma maskująca pozwala malować wzdłuż równej linii. Po prostu przylepia się ją do płótna i maluje, a potem odlepia – i gotowe. Tak jak się to robi przy malowaniu futryny okna.

Na początku używałam jednego kawałka taśmy dwukrotnie, bo bałam się, że mi się rolka skończy w trakcie pracy i będę musiała gnać do sklepu po nową.

A tu drobiny farby zaczęły się przedostawać poza linie podziału i musiałam kilkakrotnie poprawiać, aż się zorientowałam, że taśma po jednym użyciu jest do wyrzucenia, ponieważ zabrudzona farbą już nie chroni tak dobrze krawędzi.

Chciałam być oszczędną gospodynią, ale nadmierna oszczędność wygenerowała więcej pracy.

Ale udało się.

Ascetyczna forma? Jest.

Pedantyczna precyzja wykonania? Jest (dzięki taśmie).

Minimalizm jest? Jest.

Obraz akrylowy na płótnie do dekoracji ściany. Wymiary 70 x 90 cm.

obraz akrylowy na płótnie do dekoracji ściany abstrakcyjny

Posted on

Nie mów nikomu, co zdarzyło się w Dziupli

Wystawa malarstwa w plenerze jest w naszym klimacie mocno ryzykowna. Nie mówcie o tym nikomu, ale zdradzę wam w tajemnicy, że podczas wernisażu wystawy w Dziupli nastąpiła prawdziwa apokalipsa. Nad Warszawą przeszły 4 (słownie: CZTERY) gigantyczne burze, które zamieniły galerię w jedną wielką studnię i rozpętało się piekło. Zalały nas strugi deszczu i musieliśmy ratować się ucieczką. Jak rozumiem ten kataklizm był aktem symbolicznym, który miał podkreślić rangę wydarzenia. Schowaliśmy się trochę, aby podyskutować o losach świata (treści tych poufnych rozmów zdradzić nie mogę). Od lewej: mój mąż Światosław Nowicki (autor kart tarota i książki „Tarot Apokalipsy”), Maria Poziomska (lub jak o niej mówić „osoba bardzo kontrowersyjna”) i wydawca Ewa Korczewska.

Wystawa w plenerze i wernisaż wystawy obrazów nowoczesnych

Jeżeli chodzi o „zaopatrzenie plastyków” na wystawie malarstwa to prawdziwym hitem wieczoru – oprócz licznych napojów wyskokowych, jakich nie powstydziłby się najlepszy „sklep dla plastyków” – była przyniesiona przez jednego z gości, a raczej jedną z gości sałatka z fasoli. Przepis już wyprosiłam. Składa się z fasoli, ziemniaków, ananasa, rodzynków plus majonez, curry, pieprz i cynamon. Ale narazie muszę ją samodzielnie zrobić i wypróbować.

Wystawa w plenerze i wernisaż wystawy obrazów nowoczesnych

Jak widać na powyższym zdjęciu, motywem przewodnim wystawy mojego malarstwa była książka „Droga artysty” Julii Cameron. Naszym gościem był też Włodzimierz Fruczek, który uraczył nas opowieściami i anegdotami z czasów, kiedy malował murale. Poniżej: Małgorzata Paradowska i Włodzimierz Fruczek (zdjęcia są jakie są i lepszych nie ma).

włodzimierz_fruczek polskie murale

Na szczęście burze przeminęły z wiatrem. Bo jak mówi Lec – wszystko mija, nawet najdłuższa żmija. I dla nas wreszcie zaświeciło słońce! Poniżej kilka zdjęć z wystawy.

Wystawa w plenerze i wernisaż wystawy obrazów nowoczesnych wystawa malarstwa w plenerze Wystawa w plenerze i wernisaż wystawy obrazów nowoczesnych Wystawa malarstwa w plenerze i wernisaż wystawy obrazów nowoczesnych Wystawa w plenerze i wernisaż wystawy obrazów nowoczesnych Wystawa w plenerze i wernisaż wystawy obrazów nowoczesnych Wystawa w galerii obrazów nowoczesnych do salonu Wystawa w galerii obrazów nowoczesnych do salonu Wystawa w galerii obrazów nowoczesnych do salonu Wystawa w galerii obrazów nowoczesnych do salonu Wystawa w galerii obrazów nowoczesnych do salonu wystawa malarstwa w plenerze wystawa malarstwa w plenerze wystawa malarstwa w plenerze

Posted on

Wystawa w Dziupli – rozmiar nie ma znaczenia!

Jutro będzie wystawa moich starszych obrazów. Choć nasz taras nie wygląda zbyt elegancko, nam to nie przeszkadza. Robimy event. Nazwaliśmy taras Dziuplą na Czardasza i się szykujemy. Może jest to najmniejsza galeria świata, ale – czy rozmiar ma takie znaczenie? Podobno nie ma. Galeria najmniejsza, ale jest. Na warszawskiej Ochocie. Mam nadzieję, że na jednej wystawie się nie skończy, lecz będzie to początek cyklu spotkań z innymi zaprzyjaźnionymi artystami. Narazie wraz z grupą zaprzyjaźnionych osób mamy fazę pomysłów i burzy mózgów. Impreza odbędzie się pod słynnym hasłem „wino, kobiety i sztuka”.

Wystawa w galerii obrazów nowoczesnych do salonu

Najtrudniej jest powiesić obrazy na tarasie – bo nie ma ściany. Ale od czego kreatywność – trzeba wziąć młotek i gwoździe tudzież inne narzędzia, kupić co trzeba w Castoramie i zrobić odpowiednią konstrukcję…

Oraz … mieć odpowiedniego człowieka do wieszania… Będzie nim mój mąż.

Dzisiaj cały dzień spędzamy na przygotowaniach:

nowoczesne obrazy malarstwo polskich malarzy

nowoczesne obrazy malarstwo polskich malarzy

nowoczesne obrazy malarstwo polskich malarzy

nowoczesne obrazy malarstwo polskich malarzy

Wygląda to coraz lepiej. Dwie nowe listwy, kilka obrazów będzie na sztalugach i pod ścianą, wysprząta się cały ten bajzel. Będzie dobrze. Potem zadbamy o „zaopatrzenie plastyków” (jak się domyślacie, nie chodzi ani o farby, ani o pędzle).

Byle nie było deeeszczu!

Posted on

Farby akwarelowe Białe Noce z St. Petersburga

Otworzyłam dziś moje nowe, nowiuteńkie farby akwarelowe Białe Noce St. Petersburga (St. Petersburg to nazwa rosyjskiej firmy). Mają piękne, intensywne barwy, sprzedawane są w suchych kostkach owiniętych w papierki, które można wymieniać po zużyciu.

Farby akwarelowe Białe Noce Petersburg

Farby akwarelowe Białe Noce Petersburg

Zaczęłam szybko, na próbę szkicować butelki na papierze, żeby wypróbować jak to działa, bo dawno akwarelą nie malowałam. Ba, dawno – właściwie to nigdy nie malowałam farbami akwarelowymi.

Kilka lat temu używałam natomiast kolorowych tuszów do malowania kart tarota, które w sumie są tym samym co farby akwarelowe, lecz mają dużo intensywniejsze barwy. Moja próbka okazała się nieudana, a to dlatego, że położyłam w kilku miejscach płyn maskujący, też żeby spróbować, bo też nigdy nie używałam, a stał w pracowni i czekał na okazję. Płyn kładzie się podobno po to, żeby zamaskować miejsca, które mają pozostać białe, wtedy łatwiej ciągnąć farbę po całości bez obawy, że niepotrzebnie pokryje się wszystko.

Farby akwarelowe Białe Noce Petersburg

Kiedy farby wyschły nie mogłam tego płynu usunąć z powierzchni. Nie bardzo widać to na zdjęciu, to są zażółcenia na niektórych białych plamach. Czytałam, że usuwa się bez problemu, ale nie dało się. Próbowałam trochę szpachelką, trochę paznokciami, po zaschnięciu płyn klei się i ciągnie jak guma, a szarpać nie można, bo to w końcu delikatny papier. Bez sensu. Być może niedobra marka (kupiłam na próbę najtańszy) – choć nazywa się – o dziwo – Roman SZMAL Art (bardzo ciekawa nazwa).

Dalej z tą gumą na papierze malować się nie dało, więc praca zostanie skończona.

Nawiasem mówiąc malowanie farbami akwarelowymi jest najtrudniejszą techniką malarską. Może osoby biegle malujące akwarelą nie zdają sobie z tego sprawy, bo już ją opanowały, ale nie polecałabym jej osobom początkującym. Nie wiem dlaczego ciągle natykam się na rady – dla początkujących dorosłych a zwłaszcza dzieci – żeby naukę malowania zacząć od akwareli „bo to najprostsza i najłatwiejsza technika malarska”. Otóż jest to może najtańsza technika malarska, ale z pewnością nie najłatwiejsza. Jest trudna, głównie dlatego, że praktycznie niemożliwe jest robienie poprawek. Ale wszystkiego można się nauczyć.

Porzuciłam więc nieudany eksperyment z butelkami i zaczęłam na nowo. Oto rezultat.

Farby akwarelowe Białe Noce Petersburg

Ciekawa jestem, czy coś w tym widzicie? Czy to jest korona cierniowa czy może las albo Hatifnaty z Doliny Muminków?

Posted on

Mieszkać jak Sherlock Holmes – 10 lifestylowych gadżetów

Żeby mieszkać tak lifestylowo jak Sherlock Holmes trzeba mieć przynajmniej kilka niezbędnych gadżetów. Zobaczmy jak mieszkają Benedict Cumberbatch i Martin Freeman w kultowym serialu.

Wynajęta kawalerka przy Baker Street to starannie zaprojektowane eklektyczne dzieło sztuki w stylu shabby chic. Obejrzałam tylko trzy odcinki, więc nie mogłam się dokładnie przyjrzeć, ale z pewnością niezbędna jest czaszka na ścianie i oczywiście designerska tapeta w stylu vintage. Jeden wielki, ale pomysłowo ułożony bałagan. Galimatias panujący w londyńskim apartamencie mnie osobiście przyprawia o ból głowy. Nie mogłabym mieszkać w takim chaosie, bo generalnie lubię porządek i patrząc na to wszystko myślę, jak upierdliwe musi być odkurzanie tylu przedmiotów. Sherlock Holmes jako intelektualista ma sprzątanie gdzieś, to oczywiste. W części wypoczynkowej, na zniszczonej podłodze z desek, króluje droga zapewne, mocno zużyta skórzana kanapa.

Mieszkać jak Sherlock Holmes - 10 lifestylowych gadżetów

Mieszkać jak Sherlock Holmes - 10 lifestylowych gadżetów

Po przeciwnej stronie leży stary czerwony dywan. Jest tam kominek, fotele, wiktoriański stolik i biurko.Mieszkać jak Sherlock Holmes - 10 lifestylowych gadżetówJak mieszka Sherlock Holmes w kultowym serialu

SHERLOCK

Jak mieszka Sherlock Holmes w kultowym serialu
Benedict Cumberbatch i Martin Freeman

Konieczne elementy wyposażenia, które udało mi się zidentyfikować:

1) stara skórzana kanapa

2) kultowe designerskie krzesło Le Corbusiera

ddd

3) Obraz z czaszką – jest to obraz brytyjskiego artysty Johna Pinkertona.

limitedEditonSignedPrint

4) standardowy czarny stolik Parsons

images

5) Lampa podłogowa Samtid z Ikei (ha, akurat mam taką)

ikea

6) lampa „moon lamp”

lamp

7) czaszka bizona/żubra nad biurkiem

ImageGex

8) designerska tapeta Zoffany

tapeta Zoffany livingroom

9) tapeta z ptaszkami w sypialni

Jak mieszka Sherlock Holmes w kultowym serialu

10) metalowy koszyk na owoce Alessi

 

No i miliony innych gadżetów: tablica Mendelejewa, biało-czarny globus, stara mapa, czaszka na kominku itd, itd. Wejdźmy jeszcze do kultowej kuchni pani Hudson w stylu vintage:

Jak mieszka Sherlock Holmes kuchnia pani Hudson

Jak mieszka Sherlock Holmes kuchnia pani Hudson

A na koniec kilka zdjęć z Muzeum Sherlocka Holmesa w Londynie przy 221b Baker Street (na końcu genialna ubikacja).

 

Polecam osobistą relację z wycieczki na Baker Street opublikowaną na blogu Thetravel-Book. Znajdziecie tam również parę praktycznych wskazówek na temat muzeum Sherlocka, dojazdu, biletów itd.

Ojej, jaki długi wpis mi się zrobił. Aż się zdziwiłam.

Posted on

Kto maluje obrazy Kusego? Ostatnia tajemnica Rancza wyjaśniona

Paweł Królikowski vel Kusy z serialu „Ranczo” z miłości do Lucy spalił wszystkie swoje obrazy, a w 99 odcinku 8 sezonu „Rancza” na wystawie w Warszawie pobił się z krytykami sztuki w obronie czci Lucy, czym doprowadził Monikę, małpę z Warszawy, do białej gorączki. Popatrzmy co on tam właściwie maluje. Oto obraz wiszący w urzędzie gminy – bardzo mi się podoba.

Kto maluje obrazy Kusego? Ostatnia tajemnica Rancza wyjaśniona

Wprawdzie prawdziwego autora obrazu nie udało nam się namierzyć, ale jakiś dociekliwy internauta dostrzegł ten sam obraz na planie innego polskiego filmu „Piąta pora roku” z udziałem m.in Ewy Wiśniewskiej i Andrzeja Grabowskiego Kiepskiego. To wszystko wyjaśnia.

Kto maluje obrazy Kusego? Ostatnia tajemnica Rancza wyjaśniona

Kusy lubi malować w plenerze, bo jak wiadomo w Wilkowyjach nigdy nie pada i pogoda jest zawsze piękna i słoneczna jak we Włoszech.

Kto maluje obrazy Kusego? Ostatnia tajemnica Rancza wyjaśniona

Na początku malował w kanciapie obok dworku, aż Lucy się ulitowała nad biednym malarzem i urządziła mu pracownię na strychu. I wszystko było dobrze do czasu kiedy przyjechała ta wredna małpa z Warszawy.

ranczo_7_sezon_kusy_pawel_580x0_rozmiar-niestandardowy

Małpa z Warszawy zmusiła Kusego do zrobienia wystawy i cieszyła się jak głupia.

W międzyczasie słynna Dorotka tak poharatała obraz Kusego, że zaczął lepiej rozumieć, czym naprawdę jest sztuka.

11481_574340565918096_1613136402_n

Historia nie byłaby pełna, gdybyśmy nie wspomnieli o tym, że w przeszłości Kusy z miłości do Lucy spalił swoje obrazy, a potem szybko pobiegł do ambasady amerykańskiej pochwalić się, że jest podpalaczem, więc wizy nie dostał.

ranczo_7_odc_91_ostatni_16539967

W salonie Lucy (w tle na ścianie portret babci z czasów jej bujnej młodości) odbyła się pewna kluczowa rozmowa, po której wszystko się zmieniło …

gn201038-ranczo

Kusy zgodnie z obietnicą zarzucił sztukę przez duże S i całkowicie oddał się malowaniu bohomazów.

A co wisi na ścianach u wójta i doktora Wezóła? To już następna zagadka, ale wygląda bardzo intrygująco.

Posted on

To nie jest zwykła dziewczyna. To Łowiczanka

Portret olejny kobiety w stroju ludowym Łowiczanka Magda Walulik

Siedzę w pracowni i maluję. Poniżej widzicie obraz postać kobiety którą nazwałam Łowiczanką. Obraz jest olejny. Już skończony.

Opanowała mnie mania przemalowywania starych obrazów, które od dawna zalegają w pracowni nikomu niepotrzebne, wciśnięte w kąt, bo nie mogę na nie patrzeć. Robię im lifting, botoks i ogólną rewitalizację, czyli przywracam do życia. Łowiczanka była prawie gotowa od dawna, ale coś mi się w niej nie podobało, więc jej nie pokazywałam. I proszę – po rewitalizacji i rehabilitacji jest jak nowa. Nawet zyskała tajemniczy uśmiech Mony Lisy. Nie jest to prawdziwa łowiczanka, bo nawet nie wiem jak prawdziwy strój łowicki wygląda i nigdy nie byłam w Łowiczu (czy widuje się tam takie łowiczanki?).

Tutaj: inny obraz z postacią kobiety w stroju ludowym.

Zresztą co to za różnica w sytuacji, gdy łowiczanka – Słowianka jest tak blisko rąk samego Boga podtrzymującego naszą pre-słowiańską Ziemię matkę. A poza tym wytłumaczcie mi, dlaczego łowiczanka pisze się z małej litery a Słowianka z dużej?

Łowiczanka, obraz postać kobiety w stroju ludowym, olej na płótnie wymiary 70 x 90 cm
Łowiczanka, obraz postac kobiety w stroju ludowym, olej, 70 x 90

A na sztaludze mam kilka obrazów, które maluję naprzemiennie. Dzięki temu kiedy maluję jeden – inne podsychają i w ten sposób powstaje taśma produkcyjna. Oto mój work in progress:

Łowiczanka, portret kobiety, obraz olej na płótnie wymiary 70 x 90 cm

Kwiaty to nowy obraz olejny, czeka na swoją kolej, jeszcze nie skończony.

łowiczanka, portret olejny kobiety w stroju ludowym do przeróbki

Dziś na sztaludze babka trochę grubsza do rewitalizacji. Sorry za kolory.

łowiczanka, portret olejny kobiety w stroju ludowym, tematyka ludowa

Ten obraz domagał się spa już od roku, ale tak go nie lubiłam, że chciałam wyrzucić na śmietnik. Oj tam, może przeżyje jak go trochę podrasuję.

Portret olejny kobiety i akt kobiecy czeka na swoją kolej

Kolejny obraz to postać kobiety trochę zaokrąglonej i jeszcze kilka innych obrazów czeka w kolejce na zmiany. Po prawej stronie widać nawet ręce wyciągnięte w błagalnym geście „błagam o zmiłowanie!”. Zmiłować się i przemalować?

Inny obraz z motywem ludowym: Panna Dziewanna

Posted on

Ikony surrealistyczne i Madonna wampirów

Ikony surrealistyczne i Madonna wampirów – o co chodzi?

Wczoraj trafiłam w tv na serial o Kiepskich i akurat był moment, że Paździochowie byli podejrzewani o wampiryzm. Paździochowa wisiała w piwnicy głową w dół zaczepiona obcasami na rurze ciepłowniczej, a oczy świeciły się jej na czerwono.

I wtedy mój wzrok padł na mój własny obraz olejny przedstawiający Madonnę w sposób że tak powiem, niestandardowy, madonną dość ekstrawagancką. Obraz wisi u mnie na ścianie od dwóch lat i raczej go nie pokazuję, bo jest w sumie głupi i niedorzeczny. Nazywa się „Madonna wampirów”.

Ale przyjrzałam mu się na nowo i stwierdziłam, że jest to zupełnie niezły obraz. Madonna jest odjechana, surrealistyczna.

Pierwotnie obraz Madonny wyglądał tak:

Ikony nowoczesne, surrealistyczne i Madonna nietradycyjna

Potem dodałam Madonnie trochę koloru:

Ikony nowoczesne, surrealistyczne i Madonna nietradycyjna

A wszystko zaczęło się od mojej fascynacji ikonami. W 2008 roku chodziłam na warsztaty ikonopisania w parafii Św. Szczepana na Mokotowie. Byłam zafascynowana ikonami, zbierałam albumy, oglądałam wystawy. Technika malowania (czyli „pisania”) ikon jest trudna, wymaga zręczności, cierpliwości i uwagi. Każdy element obrazu posiada własną, tajemną symbolikę. Maluje się temperami na drewnianym podobraziu gruntowanym starymi tradycyjnymi metodami. Temat rzeka. Na kursie bardzo dużo się nauczyłam, choć opanowałam tylko podstawy. Ikonopisanie jest dla osób uduchowionych, pobożnych, sama czynność malowania wymaga ogromnego skupienia, które jest w istocie medytacją, kontemplacją bóstwa, modlitwą. Ikona jest wizerunkiem świętym i posiada swoją teologię. Kult ikony wywodzi się z wiary, że obraz, święty w swojej materii i treści, jest nośnikiem świata duchowego, że jest symbolicznym przedstawieniem świata niebiańskiego, nie ziemskiego.

Ikonopisi strzegą tradycyjnego warsztatu, a pisanie ikon odbywa się wedle ściśle ustalonego przez wieki kanonu, od którego nie wolno pod żadnym pozorem odchodzić. Tego uczono nas na kursie.

W czasie kursu namalowałam dwie małe, tradycyjne ikony, które rozdałam rodzinie w prezencie. Potem zaczęłam malować ikony samodzielnie, ale w inny sposób. Kanony ogólnie zawsze mnie nudzą i nudzi mnie powtarzanie ciągle tego samego wedle jednego raz ustanowionego wzoru.

Z tego okresu pochodzi kilka moich własnych ikon, kilka, bo i same ikony szybko mi się znudziły. Podobraziem jest płyta mdf, no i nie są to tempery, tylko akryle i oleje. Poniżej ikona stylizowana na ikonę karpacką. Przedstawia profesora, który uczył mnie malarstwa:

ikona stylizowana na ikonę karpacką

Ikona, na której się wzorowałam, to ikona karpacka z XVII wieku przedstawiająca Chrystusa Eucharystycznego, znajdująca się w Muzeum Historycznym w Sanoku (tego samego, w którym są zbiory Beksińskiego). Rzadkie to przedstawienie i dość niezwykłe. Poniżej po prawej oryginalna ikona:

Oczywiście moja jest weselsza, bo bohater na mojej ikonie odrzucił koronę cierniową i zamienił na kapelusz. Dołożył natomiast paletę malarską, która symbolizuje proces kreacji. A ponieważ winogrona kojarzą mi się raczej z winem niż z winą, więc pojawił się aniołek z butelką. Napis „Mea pulpa” zamiast „Mea culpa” odnosi się oczywiście do pulpy winogronowej, z której robi się wino.

Przykładowe etapy malowania ikony typu Pantokrator:

A poniżej po lewej mój Chrystus Pantokrator trochę „odjechany”. Po prawej tradycyjny:

Chrystus Pantokrator trzyma w ręku karty tarota i flet. Karty symbolizują, że Bóg rozdaje karty, a człowiek nimi gra. I gra takimi, jakie dostał/wylosował. A flet – wiadomo: sztuka, piękno, muzyka sfer i te rzeczy.

A poniżej po lewej:

Na ikonie Zwiastowanie (wg Zwiastowania z Ustiuga) Archanioł Gabriel przynosi jajo, a Maria zamiast wrzeciona trzyma spiralę DNA. Ikona Zwiastowanie jest oczywiście postarzona sztucznie.

Moje zainteresowanie ikonami zaczęło się, jak to często bywa, od „przypadku”, kiedy wpadła mi w ręce książka „Malowanie ikony”. To była ta książka – polecam wszystkim początkującym. Można się nauczyć od zera.

malujemy-ikony-4_0_b

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Posted on

Portret olejny ze zdjęcia – szewczyk Jakub Boehme

Dziś portret olejny ze zdjęcia, a modelem jest sam Jakub Böhme, szewc ze Zgorzelca, niemiecki mistyk i gnostyk żyjący na przełomie XVI i XVII wieku.

Mój dobry mąż tłumaczy dzieła Boehmego na polski i stąd szewczyk Jakubek jest w naszym domu częstym (choć wirtualnym) gościem.

Ten portret to w zasadzie tylko kolorowanka starej ryciny, portret olejny ze zdjęcia z internetu namalowany na płycie hdf. Ta stara rycina z portretem Boehmego jest często reprodukowana w publikacjach na jego temat. Ale brak jej koloru, więc jej pomóżmy…

Dziś portret olejny ze zdjęcia, Jakub Böhme
Portret Jakuba Boehmego, oryginalna rycina, autora nie znam

A tu poniżej portret w wizji artystki, czyli mojej:

portret olejny ze zdjęcia Jakub Boehme

Jak zwykle (moje) zdjęcie zafałszowuje kolory: tutaj czyste błękitne tło zamieniło się na lekki turkus, mimo że ustawiłam w aparacie balans bieli. Więc zrobiło się za ciepło (mam na myśli ciepłe kolory).

W zasadzie nie ma się czym chwalić, bo widzę że jedno oko mu trochę leci i jest nie halo, ale tak to jest, jak malujący człowiek wpatruje się w zdjęcie zamiast patrzeć na to, co maluje i czy dobrze maluje. Poprawię.

Tutaj: inny portret olejny ze zdjęcia